„Dwa Domy Jednego Boga” to ostatni projekt fotograficzny pary artystów Lubo i Moniki Stacho. Oferuje on, w formie dyptyku, wgląd we wnętrza synagog i kościołów chrześcijańskich. Podobny aspekt wizualny, z przeważnie centralną kompozycją, podkreśla semantyczny środek sanktuarium – wzmacnia on wrażenie atmosfery sprzyjającej medytacji i estetycznego podobieństwa dwóch przestrzeni. Na pierwszy rzut oka, jednolite dekoracyjne ornamenty we wnętrzu zanikają. W kilku miejscach architektoniczna morfologia synagog gładko przechodzi w mniej lub bardziej uporządkowane struktury dóbr ze sklepików i magazynów czy w sportowy sprzęt z siłowni i centrów fitness oraz dodaje nowe, świeckie znaczenia sakralnej przestrzeni.
Fotograficzne dyptyki są nie tylko dowodem płynącego czasu, niepewności i utraty zainteresowania kulturowym dziedzictwem, które ma formę wyblakłych fresków, zniszczonych ruchomości lub odpadającego gipsu. Obrazy w pewien sposób mówią o moralnej pustce, która zastąpiła religijną i kulturalną tradycję, wymarłą na Słowacji po II Wojnie Światowej.
Celem twórców nie jest religijna czy historyczna konfrontacja, ale raczej wskazanie wspólnej podstawy europejskiej kultury żydowsko-chrześcijańskiej oraz tych samych ryzyk duchowego zniszczenia, będącego wynikiem zmniejszonej liczby wiernych w kościele. Kiedy patrzymy na obraz, ogarnia nas specyficzne uczucie – milcząca siła sakralności wpływa na nas nawet w pozornie przeładowanym i nietransparentnym środowisku. Sfotografowane przestrzenie pokazywane w parach wydają się zachowywać swoje punkty geometryczne i ich spirytualność zbudowaną na napięciu duchowości i konsumpcji lub „kulcie ciała”. Równocześnie, jedna przestrzeń przebija się przez drugą i wypełnia ją swoją energią. Patrzymy do wewnątrz i przez moment mieszkamy razem. We wnętrzu dwóch domów jednego Boga. (Lucia L. Fišerová, historyk sztuki)
„Dwa Domy Jednego Boga”
„Dwa Domy Jednego Boga” to ostatni projekt fotograficzny pary artystów Lubo i Moniki Stacho. Oferuje on, w formie dyptyku, wgląd we wnętrza synagog i kościołów chrześcijańskich. Podobny aspekt wizualny, z przeważnie centralną kompozycją, podkreśla semantyczny środek sanktuarium – wzmacnia on wrażenie atmosfery sprzyjającej medytacji i estetycznego podobieństwa dwóch przestrzeni. Na pierwszy rzut oka, jednolite dekoracyjne ornamenty we wnętrzu zanikają. W kilku miejscach architektoniczna morfologia synagog gładko przechodzi w mniej lub bardziej uporządkowane struktury dóbr ze sklepików i magazynów czy w sportowy sprzęt z siłowni i centrów fitness oraz dodaje nowe, świeckie znaczenia sakralnej przestrzeni.
Fotograficzne dyptyki są nie tylko dowodem płynącego czasu, niepewności i utraty zainteresowania kulturowym dziedzictwem, które ma formę wyblakłych fresków, zniszczonych ruchomości lub odpadającego gipsu. Obrazy w pewien sposób mówią o moralnej pustce, która zastąpiła religijną
i kulturalną tradycję, wymarłą na Słowacji po II Wojnie Światowej.
Celem twórców nie jest religijna czy historyczna konfrontacja, ale raczej wskazanie wspólnej podstawy europejskiej kultury żydowsko-chrześcijańskiej oraz tych samych ryzyk duchowego zniszczenia, będącego wynikiem zmniejszonej liczby wiernych w kościele. Kiedy patrzymy na obraz, ogarnia nas specyficzne uczucie – milcząca siła sakralności wpływa na nas nawet w pozornie przeładowanym i nietransparentnym środowisku. Sfotografowane przestrzenie pokazywane w parach wydają się zachowywać swoje punkty geometryczne i ich spirytualność zbudowaną na napięciu duchowości i konsumpcji lub „kulcie ciała”. Równocześnie, jedna przestrzeń przebija się przez drugą i wypełnia ją swoją energią. Patrzymy do wewnątrz i przez moment mieszkamy razem. We wnętrzu dwóch domów jednego Boga. (Lucia L. Fišerová, historyk sztuki)


